Jest "ciężka" impreza. Biba jak skurwysyn. Ludzie słaniają się na nogach. Niedługo skończy się alkohol a Roksana prawie nadepnęła królika, chociaż według Artura on raczej zapierdalał. A teraz tak na serio. Nie miałem co robić w domu więc zaprosiłem kryzysową ekipę, wręcz brygadę kryzys. Byli ze mną na desce, pełen klimat, a teraz ratują mnie przed efektem pustej hacjendy. No! Foty też są kryzysowe.









I kryzysowy bonus: