Tak właśnie, jedna z niewielu męczących długich nudnych mechanicznie powtarzanych czynności która tak na prawdę sprawia mi przyjemność. Siadasz, ciach ciach, grzebień oraz szydło i circa about 12 godzin później mamy głowę w badylach. Sama radość, móc tak potem popatrzeć trochę, może zgarnąć jakieś symboliczne pieniądze (co ostatnio rzadko xD) i udać się do domu po pstrykniąciu kilku zdjęć. Radość i w ogóle.

Ale to co jest najfajniejsze to te kilka godzin po zrobieniu dreadów. Wracam do domu. Albo wszyscy śpią albo i nie ale i tak mam luz. Siada się przed kompem i w sumie ma się chęć tylko poczytać kilka głupot na forum Nikona i posłuchać wyluzowanego rapu. Wszystkie rzeczy na które masz normalnie ochotę jakoś tak ci latają. Srogie. Serio. W sumie uzależnienie od pracy może być fajne, jeśli się ma fajne zajęcie.

No i zawsze kiedy robi się dready masz wszystko jasne. Dzień zaplanowany do ostatniej minuty. Zero zaskoczeń i przypadkowych pogoni bo "coś nagle i w ogóle a tak właściwie to nieistotne"

A na słuchawkach Freundeskreis i płyta Esperanto z 1999 roku bodajże. Z Gentlemanem, bo to w końcu jego pierwsza ekipa. Wyluzowany niemiecki rap. Brzmi nierealnie ale może dzięki temu takie przyjemne.




04.06.2009, 16:25 :: 81.219.27.215
anotherintensity
ćśśś ^^ pewnie jeszcze z przodu ma jakieś czułka których tu nie widać... ;]

04.06.2009, 15:57 :: 194.63.135.8
Dreadunio
Od przodu do uszu jest 26 więc na całej chyba nieco więcej niż 31 ;)

04.06.2009, 07:19 :: 81.219.27.215
anotherintensity
coś mu stoi (x31) ^^'